W świecie fit istnieje pewne przekonanie, że spożywanie produktów takich jak napoje zero czy syntetyczne słodziki jest szkodliwe – powoduje raka, szereg chorób, insulina po nich szaleje więc i tak od tego tyjemy i w zasadzie za chwilę zaczniemy rodzić się z trzecim okiem albo 9 palcami u stóp – a wszystko przez… puszkę coli zero?
Co warte zauważenia – zaobserwowałam, że często co do szkodliwości słodzików i napojów zero, próbują przekonywać osoby, których sposób odżywiania uznałabym za daleko idący chociażby od racjonalnego i w miarę zdrowego żywienia. Mam na myśli popijanie kanapki z McDonalda zwykłą colą, bo zero jest szkodliwa. Albo wujka Staszka, który zajadając czwarty kawałek szarlotki robi Wam wykład na temat pastylki słodzika, którą właśnie wrzuciliście sobie do herbaty. Albo straszenie kolegę na redukcji, który właśnie w odpowiedzi na ssanie w żołądku, wrzuca sobie puszkę coli zero aby zabić głód, że dostanie raka mózgu i umrze. Straszenie w momencie, gdy ktoś sam właśnie smaży sobie super zdrowe fit instagramowe śniadanie w postaci jajecznicy na boczku czyli serwując sobie aminy heterocykliczne, nitrozoaminy i policykliczne węglowodory aromatyczne (czyli substancje, które są FAKTYCZNIE kancerogenne).
Na sam początek, aby usystematyzować wiedzę – cukier może mieć różne zastępniki:
Zamienniki cukru dostarczające kalorii to:
-Hydrolizaty skrobiowe (poprawiają teksturę, ułatwiają produkcję, nadają konsystencję produktów)
-Syropy glukozowe
-Syropy glukozo-fruktozowe (wysokofruktozowe) – nie są one jednak sprzymierzeńcem ani zdrowotnym ani sylwetkowym.
-Alkohole cukrowe (poliole)
Izomalt
Ksylitol
Laktitol
Mannitol
Maltitol
Sorbitol
Erytrytol
(nie polecam ich jednak pacjentom z zespołem jelita drażliwego)
Nie dostarczające kalorii lub bardzo małą ilość:
– Stewiozyd (pochodzenia naturalnego)
-Syntetyczne środki słodzące
• Sacharyna
• Cyklaminiany
• Aspartam
• Acesulfam-K
• Sukraloza
(oczywiście są też inne, ale wymieniłam te najbardziej znane)
Aspartam
Odnośnie tego słodzika toczy się chyba najwięcej kontrowersji. Jeśli trzeba by było wyłonić najgroźniejszego szefa gangu słodzików, to zapewne byłby właśnie aspartam.
Na swój tytuł zasłużył sobie bardzo głośnym badaniem, które pojawiło się w 2005 roku. Naukowcy ogłosili wówczas, że szczury, którym podawano aspartam – chorowały na raka. Jak to w przypadku takich badań – media szybko podłapały temat, a badanie było to omawiane niemal wszędzie.
Gdy jednak zagłębimy się w samą jego metodykę, to możemy zauważyć, że dawka aspartamu, jaką podawano szczurom, byłaby właściwie niemożliwa do dostarczenia przez człowieka (szczurom podawano nawet takie ilości, które dla człowieka byłyby odpowiednikiem UWAGA 2000 puszek coli zero dziennie).
Może jednak wszystko dzieje się po coś? Aspartam stał się NAJLEPIEJ PRZEBADANĄ SZTUCZNĄ SUBSTANCJĄ SŁODZĄCĄ. Górna bezpieczna granica została ustalona na poziomie 40 mg / kg m.c. – dla ułatwienia, ok. 20 puszek coli zero dziennie (dodam też, że ustalenie takich norm jest bardzo restrykcyjne i obejmuje duży margines tolerancji i bezpieczeństwa).
Co dzieje się z aspartamem w naszym organizmie?
Ano rozkłada się. Na co? Na… UWAGA – aminokwasy. Tak, na te aminokwasy, które codziennie dostarczasz sobie w pożywieniu (jeśli spodziewałeś się dziwnie brzmiących chemicznych nazw sugerujących szybką śmierć w ramach ich spożycia, to muszę Cię rozczarować). Z aspartamu powstaje fenyloalanina, kwas asparaginowy oraz w niewielkich ilościach metanol – ten ostatni znajduje się również w owocach np. w śliwkach.
Aspartam ma 4 kcal / g, ale słodkość 180-200 x większą od sacharozy. Dlatego nie wliczamy jego kaloryczności i uznajemy go za słodzik bezkaloryczny, bo aby uzyskać odpowiednią słodycz, wystarczy jego minimalna ilość.
Czy słodziki nie są pozbawione wad?
Ależ skąd 🙂
Jak wszystko – słodziki również mają swoją ciemną stronę.
Po pierwsze: stosując słodziki łatwo nabieramy tolerancji na stan słodki. Na początku zazwyczaj jest tak, że zaczynamy od dodatku jednej pastylki słodzika i stan słodkości jest dla nas okej. Ale potem musimy już dodawać dwie pastylki. A potem trzy… W efekcie zaburzamy nasze odczucia słodkości. Może się zdarzyć tak, że gdy po jakimś czasie sięgniemy po zwykłą, sklepową czekoladę, dla naszej koleżanki może być ona ,,do mdłości obrzydliwie słodka” i po dwóch kostkach odpuści, a my bez mrugnięcia okiem wciągniemy całą.
Po drugie: pojawia się co raz więcej doniesie sugerujących, że słodziki mogą negatywnie wpływać na stan naszej mikrobioty. Jak wiemy – stan mikrobioty również może być powiązany z naszą masą ciała. Póki co, podkreślam, że to jedynie doniesienia, a badania nad tą kwestią zapewne będą dopiero postępować w kolejnych latach.
Po trzecie: napoje zero, to nie tylko słodziki i to, że 16 puszek coli zero dziennie nie zrobi Ci kuku pod względem aspartamu i innych substancji słodzących, nie oznacza, że zupełnie lekko powinniśmy podchodzić do ich substancji. Napoje typu cola zero zawierają chociażby spore ilości fosforanów, co już według mnie jest dość istotną wadą.







