Mam wolny metabolizm więc nie chudnę – CZY TO NAJWIĘKSZY MIT? 

Ile razy w telewizji, Internecie, gazetach czytamy o problemach z wolnym metabolizmem. ,,Nie chudnę, bo mam wolny metabolizm”. Z kolei koleżanka obok bez problemu może zjeść porcję ciastek, duży obiad, fast-fooda i wciąż ma figurkę jak super modelka. To wszystko dlatego, że ma szybki metabolizm, prawda?

Nie.

Nie prawda.

Nie ma różnicy między ,,prędkością” naszego metabolizmu. Tak jak zrobienie kupy 3 razy dziennie nie świadczy o tym, że masz szybką przemianę materii.

Analizując wyniki badań – jasno można zauważyć pewną zależność, która pozwala twierdzić, że ktoś ma wolny lub szybki metabolizm.

Otóż najważniejszą kwestią warunkującą to, ile wydatkujemy energii, jest NEAT. NEAT to wszytkie te aktywności, które nie są np. bieganiem czy treningiem siłowym. Jest to z kolei chodzenie, mówienie, drapanie się po głowie.

Często mówimy o somatotypach – endomorfikach, mezomorfikach i ektomorfikach. Endomorfik to z założenia osoba tęga, ,,o wolnym metabolizmie”, ektomorfik to osoba ,,o szybkim metabolizmie”, bardzo chuda, a mezomorfik to ten typ ,,pomiędzy” – atletyczny szczęśliwiec.

Tymczasem ektomorficy to najczęściej osoby o ogromnie dużym NEAT. Nie mogą usiedzieć w miejscu. To one pójdą do sklepu, gdy zabraknie kaszy jaglanej. Pójdą po schodach zamiast jechać windą. Nie wysiedzą w pracy kilka godzin za biurkiem – będą działać. Endomorficy z kolei będą unikali wysiłków fizycznych, nawet jeśli trenują. Pójdą na siłownię, zrobią swoje, ale resztę dnia spędzą na kanapie. Są niechętnie nastawieni do wszelkiego ruchu i wysiłku, który nie jest ruchem zaplanowanym jak trening.

 

 

Patrząc na osobę, która nawet nie trenuje, ale na przykład: pan Marek ma pracę fizyczną, po pracy jedzie do supermarketu po zakupy, jeździ z wózkiem pół godziny po sklepie będąc w ruchu, dzieci ze szkoły odbiera idąc pieszo, wraca do domu – sprząta mieszkanie (niedoceniany a duży wydatek energetyczny), krząta się i dopiero idzie spać.

Popatrzymy na przykład drugi: pan Janek wstaje rano, jedzie samochodem do pracy, gdzie od razu siada za biurkiem i spędza tam 8 godzin z małą przerwą na wyjście na dwójkę, bo nawet w porze lunchu je przy swoim komputerze. Po pracy wsiada w auto, podjeżdża prosto pod dom, windą wjeżdża na drugie piętro, siada na kanapie i nie licząc wstania do kuchni czy łazienki, tak spędza swój czas do wieczora.

Celowo podałam przykłady gdzie:

  • Osoby te nie trenują dodatkowo

  • Nie skupiałam się w ogóle na ich diecie

I teraz… Załóżmy, że i pan Marek i pan Janek mają podobne parametry wpływające na samą podstawową przemianę materii (płeć, wiek, wzrost, masa ciała itp). To pan Marek, może spalać duuuużo więcej kalorii niż pan Janek. Ile więcej? Nawet do 2000 kcal! (The Role of Non-exercise Activity Thermogenesis in Human Obesity; 2014)

I to dlatego, gdy pan Marek spotka się z panem Jankiem i zamówi wielką pizzę oraz deser, to pan Janek powie ,,Ty masz szybki metabolizm, możesz jeść wszystko, a ja to prawie tyję z powietrza!”

 

Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła tego na sobie, ale grudzień był idealnym okresem na to, abym to zrobiła 🙂

A więc… Niby jestem osobą aktywną, bo trenuję czasem nawet 5 razy w tygodniu, ale czas poza salą treningową to niestety siedzenie: na uczelni, przy laptopie, ewentualnie zakupy spożywcze czy sprint na tramwaj 🙂 Uważam, że mimo godziny czy dwóch na siłowni nie jestem wybitnie aktywna w ciągu dnia.

Ale.. zaczęłam być. Rano trening o 9:00 rano i prosto z treningu obowiązki, zakupy, grubo ponad 12 tysięcy kroków dziennie. Od 8:00 rano do 22:00 niemal cały czas w ruchu, cały czas poza domem, cały czas w obowiązkach. Jednocześnie grudzień był okresem, gdzie trochę przyświnkowałam z jedzeniem: mikołajki, urodziny chłopaka, wyjazd na weekend, wigilie jeszcze przedświąteczne itd. Miałam więcej cheatów niż zwykle i normalnie już widziałabym zmiany w swoim ciele. Tym razem… Zaczęłam chudnąć.

 

 

 

Oczywiście, na wydatkowanie energii wpływa nie tylko pozatreningowa aktywność fizyczna.

CPM = SPM + NEAT + TEF + TEA + EPOC

Na naszą całkowitą przemianę materii składają się:

  • spoczynkowa przemiana materii (czyli ilość energii potrzebna do przeżycia w warunkach neutralnych: bez ruchu, stresu, odpowiedniej temperaturze otoczenia itd. Ilość energii potrzebna na oddychanie, bicie serca, procesy komórkowe itd)

  • TEF (10%) – czyli termiczny efekt pożywienia. Jednym słowem: jemy, trawimy, wchłaniamy, a wszystkie te procesy wymagają energii. Oczywiście największym efektem termicznym odznacza się białko, stąd poleca się zwiększenie jego ilości na dietach redukcyjcnych. Jednak jak widać po procentowych ilościach na ktore składa się TEF, nie uważam tego za cudowną metodę, której należy zawierzać wszystko albo nic.

  • NEAT – omówiony już wcześniej

  • TEA – kalorie spalone podczas treningu

  • EPOC – czyli po wysiłkowa konsumpcja tlenu. Podczas ciężkich ćwiczeń anaerobowych, zaciągamy tzw. dług tlenowy, który potem musimy ,,spłacić”, co jest kolejnym kosztem energetycznym dla organizmu

Właśnie dlatego, sam fakt uprawiania sportu, nie oznacza, że możemy zjeść więcej niż ktoś kto nie trenuje (cały czas mówię o osobach o podobnych pomiarach!) – różnice osobnicze w SPM są niewielkie dla takich osób, natomiast ogromne znaczenie ma to, co robimy w ciągu całego naszego dnia, całej naszej doby!

Dlaczego więc często słyszymy ,,Jadłam mało, chudłam i mój metabolizm zwolnił”? Ponieważ skoro na CPM wpływa m.in. masa ciała, to chudnąc – logiczne, że nie będziesz mógł/mogła jeść tyle co przed dietą. Potrzeby energetyczne osób z mniejszą masą ciała są mniejsze.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest mnóstwo osób, które są na ujemnym bilansie lub też dbają o swoje żywienie i aktywność, a mimo to – mają problemy z nadwagą, otyłością lub nie mogą wypracować estetycznej, sportowej sylwetki. O szeregach powodów takiego stanu rzeczy napisałam cały rozdział mojego e-book’a (,,Dlaczego nie możesz schudnąć?”)

Odsyłam Was do niego tutaj: KLIK

Tak więc podsumowując: gdy następnym razem Wasza koleżanka, mama, siostra będzie wsuwała kolejne ciastko do kawy, narzekając, że i tak ma ,,wolny metabolizm” i nic z tym nie zrobi: odeślijcie ją koniecznie do tego tekstu. I pamiętajcie, że nawet największą aktywnością i treningiem, nie obejdziecie diety, bo jeśli mimo ogromnego wydatku, bilans energetyczny ze spożytego pożywienia wyjdzie NA PLUSIE w stosunku do potrzeb  – nie ma zmiłuj. 

 

 

 

Może Ciebie jeszcze zainteresować:

Foodbook – 1800 kcal! [moja dieta]

FOODBOOK! Dzisiaj zapraszam Was do wnikliwej analizy przykładowego dnia z mojej diety – jest to jadłospis 1800 kcal, w którym…

Przestań się ważyć! – 4 lepsze oznaki tego, że Twój plan treningowo-dietetyczny działa!

Wielokrotnie jako dietetyk i trener spotykam się z przeświadczeniem, że spadek masy ciała świadczy o tym, czy mamy duże czy…

Dlaczego na diecie powinnaś jeść czekoladę?

Postanowiłam, że przedstawianie Wam elementów mojej codziennej diety oraz uzasadnianie DLACZEGO mają one swoje miejsce oraz jakie mają właściwości i…