Do gastro miejscówek miesiąca listopada wędruje bezapelacyjnie Cafe la ruina i raj.

Nie tylko dlatego, że ten miesiąc był spokojny pod względem wypadów na miasto w celu odkrywania nowych doznań kulinarnych. Śmiało mogę powiedzieć, że zjecie tu bez dwóch zdań najlepszy sernik w całym Poznaniu, a może nawet jeden z najlepszych w Polsce.

Miejsce jest oryginalne i wyjątkowe. Jeśli jesteście w nim pierwszy raz, musicie koniecznie pozbyć się jakichkolwiek oczekiwań, zamknąć oczy i dać się porwać na przejażdżkę bez trzymanki. Nie znajdziecie tu eleganckich stolików, obrusów czy nawet karty menu. Nie rozsiądziecie się na sofie. Możecie za to uświadczyć plastikowych stołków, sali kinowej z fotelami w old school’owym stylu, karty dań którą odczytacie z… tajemniczych pocztówek, a wszystko to w towarzystwie białych płytek rodem ze szpitalnego horroru.

Właściciele tego miejsca sprowadzili do Poznania smaki zbierane z całego świata. Kulinarne odkrycia zamieścili również w książce, którą możecie przeglądać na miejscu.

Przemiła obsługa, chętna aby doradzić w wyborze dania, pomocna i uśmiechnięta.

Ponieważ od tygodni chodził za mną pad thai zdecydowałam się właśnie na niego. Był dobry, ale chyba niekoniecznie w moim guście. Mistrzowskie za to było Testaroli Genovese. Mocne 10/10, choć porcja jak na nasze głody i brzuchy mogłaby być 4 x większa. 😉

 

 

Body world

Body world jest najliczniej odwiedzaną wystawą świata. ,,Dzięki innowacyjnemu procesowi plastynacji, który został wynaleziony i opatentowany przez dr. Gunthera von Hagens, odwiedzający mają możliwość podziwiać wewnętrzne piękno naszego ciała, zajrzeć do najskrytszych zakamarków ludzkiego organizmu. Wystawa ukazuje zwiedzającym jak finezyjne jest nasze ciało, jak jest czułe oraz wrażliwe. Wspaniała okazja aby zobaczyć wnętrze ludzkiego ciała. Wystawa jak żadna inna, zmienia postrzeganie samych siebie. Zwiedzający mają wrażenie poruszania się po trójwymiarowym atlasie anatomii oraz mogą dowiedzieć się, jak skomplikowany, piękny, ale też kruchy jest nasz organizm.” (bodyworlds.pl)

 

Jako osobie zafascynowej różnymi układami w naszym ciele, szczególnie hormonalnym i mięśniowym – wystawa była dla mnie absolutnie zachwycająca (lub raczej szokująca i wywarła na mnie duże wrażenie). Z pewnością poszłabym na nią po raz drugi. Na oficjalnej stroni wystawy napisane jest, że szacowany czas zwiedzania to 60-120 minut. Myślę, że dla mnie 3 godziny wciąż byłoby za mało. Serio warto!

 

 

Niestety ostatni tydzień listopada był ciężkim przełomem w moim życiu. Odczułam na własnej skórze, co potrafi zrobić trauma i stres. Nie potrafiłam uporać się psychicznie z najprostszymi rzeczami. Przez to wszystko moje jelita skręcał ogromny ból. Nie mogłam spać. Miałam dużo trudnych snów, po którym wybudzałam się zmęczona. Moja skóra zaczęła wyglądać tragicznie, co najmniej o 5 lat starzej. Nie mogłam jeść, nie miałam apetytu. Piłam 2 razy więcej kawy niż zwykle. Zaczął boleć mnie kręgosłup i kark: każda część mojego ciała była napięta. Każdy najmniejszy ,,problem” w ciągu dnia urastał dla mnie do rangi życiowej tragedii. Nie mogłam oddychać: cały czas, nawet leżąc w nocy miałam przyspieszone bicie serca, uczucie niepokoju. Nie mogłam wziąć głębokiego wdechu, czułam jak by powietrze nie docierało mi do płuc. Czułam, jak by na mojej klatce znajdował się ogromny ciężar. I nie, nie była to sztanga.

 

 

Mogłabym powiedzieć w tym wszystkim, że miałam typowe objawy nietolerancji pokarmowej. Ból brzucha, wzdęcia, mdłości, skręcanie w jelitach. Ale wiecie co to było?

Był to (i wciąż jest) po prostu ogromny stres i zmęczenie.

Dlatego jeśli piszecie mi w ankietach, raportach o problemach z układem pokarmowym to owszem – mogą to być problemy z układem pokarmowym, ale nie muszą. Szczególnie jeśli w szczegółowym wywiadzie wychodzi, że nie dosypiacie, macie stresującą pracę po 12 godzin dziennie, na to wszystko dokładacie nadmiarem treningu i w tym wszystkim jesteście ze sobą strasznie nieszczęśliwe i niespełnione.

Mogę ,,okroić” dietę w problematyczne produkty, mogę zalecić suplementację, ale.. to nic nie da, jeśli podstawy pod tytułem ,,higiena stylu życia” nie zostaną wyeliminowane. Pamiętajcie.

 

Ja staram się wrócić na dobre tory. Zaczęłam od weekendu w górach. Posta piszę popijając gorącą kawę w hotelu, za oknem pada śnieg, jest mi dobrze, ciepło, jestem zrelaksowana. Odpoczęłam od diety, którą zaczęłam przez ostatnie stresy przekładać za bardzo ,,serio”. Na śniadanie zjadłam bułeczki, a na obiad naleśniki.

 

 

Naszła mnie ogromna faza na krem z dyni – to było pierwsze co zjadłam po dotarciu na miejsce

 

 

Nic nie smakuje tak jak grzane wino podczas górskiego mroźnego spaceru

 

Krem z dyni również na pożegnanie.. 

Dla równowagi, po powrocie zrobię trening życia, pobiję swoje rekordy w moich nowych powerlifterach – śledziliście na Instastory?! Odczuwam dużą różnicę w komforcie siadów, ale pełną recenzję zdam Wam po czasie. Do tej pory siadałam w skarpetkach.  Moje nowe powerliftery mają piękny buraczkowy kolor. Jestem w nich absolutnie zakochana.

 

 

 

I kosmetyczne nowości – nie byłabym sobą gdyby przynajmniej raz w miesiącu nie uzupełnić toaletki w nowe zdobycze. Kocham drogerie i sklepy z kosmetykami: mogłabym w nich spędzać całe godziny. Oglądać, czytać, wąchać, testować i oczywiście zawsze w efekcie coś kupować. Nie jest to dobre – wiele kosmetyków jest zaczęte, nie zużyte do końca, a w ich miejsce pojawiają się następne. Staram się jednak z dozą rozsądku podchodzić do wszystkiego i ograniczać się do testowania tego, co naprawdę może się u mnie dobrze sprawdzić.

 

 

 

I poza nowościami: moje ulubione i sprawdzone must have w kosmetyczce, które mogę Wam z czystym sumieniem polecić. Niektóre z nich stosuję wiernie już od lat i nie zamierzam zamieniać na nic innego.

 

 

Tymczasem zaczynam przygotowania do Świąt. Chodzenie po galeriach w tym całym natłoku ludzi i pędzie, który się obecnie zaczął jest dodatkowo trzy razy bardziej wycieńczające. W perspektywie mam jednak kilka ciężkich miesięcy pracy bez wytchnienia, więc traktuję to jako ,,zahartowanie” 😉

 

 

Jedna z najmądrzejszych decyzji mojego życia – odpuścić sobie gównianych ludzi.

Kaja Kowalewska

 

 

Może Ciebie jeszcze zainteresować:

TRENING NA CZCZO SPALA MNIEJ KALORII?!

Czy cardio na czczo faktycznie pozwoli spalić więcej tkanki tłuszczowej? Tytuł artykułu celowo jest nieco wyolbrzymiony ale to tylko mały…

Czy możesz jeść GLUTEN?

GLUTEN – stał się hasłem na tyle kontrowersyjnym, budzącym dyskusje, wojny internetowe, że zabranie głosu w tej sprawie jest niezwykłym aktem…

Jak mieć więcej czasu? 8 zasad do wdrożenia w życie!

Jestem pewna, że gdyby ktoś zaczął sprzedawać ludziom dodatkową godzinę, dwie czy sześć w ciągu dnia, w krótkim czasie stał…