Nie jestem ideałem jeśli chodzi o sylwetkę. Może nie jestem wystarczająco motywującą osobą. Nie mam sześciopaka i prawdopodobnie nigdy go mieć nie będę. Jedyne co mam po całej mojej drodze związanej z fitnessem to… doświadczenie. I szczerze mówiąc znaczy to dla mnie więcej niż kostka na brzuchu przez cały rok pięknie prezentująca się na setkach zdjęć.

Nauczyłam się, że rację każdy ma swoją i czasem nie warto dyskutować, tłumaczyć. Trzeba działać i robić swoje. Ale przybyło sporo nowych osób i wiadomości, które dostaję każdego dnia skłaniają mnie do refleksji. 

Niestety nadal bycie ,,fit” (cokolwiek to znaczy) oznacza dla niektórych (jak dla mnie kiedyś) jak najniższy poziom tłuszczu. Sześciopak. Idealną definicję mięśnia. Bo jeśli to masz to jesteś wiarygodny, tak? O konsekwencjach tego pisałam wielokrotnie, więc nie chcę się już powtarzać.

Wiem, co znaczy robić coś ponad swoje siły, wiem co znaczy błędne koło i znam to wszystko z autopsji. Dziś jestem bogatsza w wiedzę, dojrzewam do pewnych spraw, mój punkt widzenia ewoluuje. Byłam w punkcie gdzie obwód mojego ,,bicepsa” był taki jak obwód moich nadgarstków. Moja metamorfoza nie musi być spektakularna, imponująca czy motywująca, ale dla mnie jest bardzo ważna.



2013 rok  vs maj 2017

Ale w czym rzecz.. Mówią, że sport to zdrowie. Nie zgodzę się z tym. Na pewnym poziomie sporty sylwetkowe NIE SĄ ZDROWE. Wiem, że wszystko pięknie wygląda na scenie. Bronzer, błyszczące stroje, piękne włosy, makijaże, uśmiechnięte twarze, umięśnione sylwetki bez grama tłuszczu. Super komplety strojów sportowych na idealnych ciałach na Instagramie. Szczęście bijące z opisu opatrzonego motywującym hasłem. Szkoda, że bardzo często ten opis to tylko słowa, które nie mają przełożenia w praktyce. Bo Twoja idolka pokaże Ci pięknie wyrobiony brzuszek i pupę w stringach wypiętą do aparatu, ale nie pokaże Ci swoich wyników badań, wypadających włosów, nie powie o braku miesiączki, kompulsach czy ortoreksji i o tym, że od pół roku nie wyszła na miasto ze znajomymi, bo tam jest alkohol i niezdrowe jedzenie.

Dlatego szlag mnie trafia, jak dostaję wiadomości: czy mogę jeść jabłko na redukcji? Czy 6 treningów w tygodniu to nie za mało? Idę do znajomych, co mam zjeść? Czy wolno mi jeść truskawki po 16?

PRZESTAŃCIE POZWALAĆ ROBIĆ SOBIE WODĘ Z MÓGU PSEUDO MOTYWATOROM.

Osoby trenujące na poziomie zawodowym (i nie tylko) mają bardzo zaburzony obraz siebie. Ponieważ schodzą do bardzo niskiego poziomu tłuszczu, gdy wracają do normalnego wyglądu, wydaje im się, że są GRUBE. Bo nagle z 10% BF zaczyna się walka organizmu o przywrócenie normalności, a dla kobiet ta normalność to nawet 19-25% i nie jest to żadna otyłość, jak się niektórym wydaje.

Moja pierwsza styczność z fit światem i tego konsekwencja.

Kocham to co robię, kocham swoją pasję, kocham swoje nawyki, kocham ciężki trening. Ale jestem zdania, że zdrowie jest najważniejsze. I nie warto marnować życia na brak pasji czy śmieciowe jedzenie – ale we wszystkim trzeba odnaleźć złoty środek. A jeśli decydujemy się dawać z siebie 200% i osiągnąć swój cel bez względu na wszystko – nie krytykuję tego, ale podkreślam, że najważniejsza jest świadomość.

 

Jakie są konsekwencje dążenia do ideału, który nie istnieje? Jest ich tak wiele, że mogłabym je podzielić na fizyczne i psychiczne. Jest ich tak wiele, że mogłabym napisać kilka stron, a i tak nie wymieniałbym wszystkiego. Jeśli rozpoznajesz u siebie z tych symptomów – czas się obudzić i otrząsnąć! Zastanowić się czy fit-iluzja jest warta poświęcania swojego zdrowia być może na całe życie. Być może zgłosić się o pomoc w doborze odpowiedniej diety i treningu oraz nastawienia.

 

Symptomy te zależne są od różnych czynników, stopnia zaawansowania i trwania destrukcyjnej redukcji oraz jej wpływu na zdrowie/organizm i nie zawsze muszą występować.

– subkliniczna niedoczynność tarczycy

– PCOS

– problemy z zasypianiem, wybudzanie się z nocy

– ciągłe uczucie zimna

– obrzęki  

– brak miesiączki

– zaparcia

– wypadanie włosów, łamliwość paznokci

– niskie stężenie hormonów płciowych

– zaburzona praca nadnerczy

– nerwowość, drażliwość, płaczliwość

– lęk przed zjedzeniem kalorycznych, ,,zakazanych” produktów

– przekładanie treningu i diety ponad takie wartości jak rodzina, przyjaźń, miłość, praca i obowiązki

– izolacja społeczna

– wyrzuty sumienia spowodowane odpuszczeniem treningu

– pilnowanie każdego kęsa i każdej godziny posiłku w sposób perfekcyjny

– niskie libido lub jego brak

– sny o słodyczach, pizzy

– finalnie: depresja

 

 

Ten stan utrzymywałam nie miesiące, a lata. Z małymi przerwami. Jak myślicie, ile z tego co wyżej wymieniłam było ze mną każdego dnia? Odpowiem: zbyt wiele.

 

 

I nie uważam, żebym miała skłonność do przesady. Jestem osobą, która przeszła przez całe piekło dążenia do perfekcji i zachłysnęła się ,,fit światem”.

 

Bazuję na swoim własnym doświadczeniu oraz nie ukrywam: dużą część osób moich podopiecznych stanowią kobietki właśnie z takimi problemami. Zgłaszają się do mnie zmęczone, zestresowane, ale co najważniejsze: szukające pomocy i chętne do podjęcia zmian. W 99% przypadków udaje nam się wyjść na prostą wcześniej czy później.

 

Moja sylwetka na dzień dzisieszy w stanie ,,raz lepiej, raz gorzej” (tutaj po cheacie, więc niby gorzej). A właściwie… nie moja sylwetka, a po prostu JA. Jako dietetyk, trener i szczęśliwa, zdrowa osoba. 

 

Podsumowując…

O czym marzę? Marzę aby jak najwięcej dziewczyn, które utożsamiają się z takimi problemami, zobaczyło ten post.

Marzę aby wiele osób miało świadomość, że dieta, praca dietetyka to nie jest tylko odchudzanie. Że szereg zachowań żywieniowych powiązanych jest z psychiką.

Chciałabym, aby ludzie zrozumieli, że zdrowie jest ważniejsze niż fotka brzuszka na instagramie.

Chciałabym aby kobiety, które zaczynają trenować i zmieniają swoje odżywanie miały dobre i mądre przykłady tego, jak postępować.

Marzę, aby nie definiowały swojej wartości od swoich efektów wizualnych.

I co więcej: marzę, aby miały swoich wspaniałych i rozsądnych mężczyzn, którzy nigdy nie dopuszczą aby ich kobieta zwątpiła w siebie i doprowadziła się do stanu jedzenia ogórka w toalecie, po kryjomu.

 

Chuda czy silna? Ja wybrałam 🙂

 

——————————————————–

DOSTĘPNY JEST TAKŻE MÓJ E-BOOK ,,NAJPOPULARNIEJSZE SYSTEMY ŻYWIENIOWE”

Dostaniecie go tutaj: KLIK

lub kontaktując się ze mną przez maila: paula.fit@wp.pl

W sprawie współpracy kontakt:
*mail
*wiadomość prywatna

 

 

 

 

Może Ciebie jeszcze zainteresować:

Czy jesteś wystarczająco dobra, aby dostać lajka? [jak niszczą nas social media]

Czy jesteś wystarczająco dobra, aby dostać lajka? Czy masz idealnie szczupły brzuch? Wystające pośladki? Chude obojczyki? Wizerunek ludzkiego ciała –…

Frittata ze szpinakiem i ziemniakami! [fit przepis]

Pyszna, szybka i bardzo sycąca frittata ze szpinakiem i ziemniakami! Dlaczego jest to doskonałe danie na redukcji? Obecność produktów o…

Ortoreksja – gdy jedzenie przejmuje kontrolę nad życiem

Ania była normalną, zdrową dziewczyną. Przeglądała Instagrama, babskie gazetki i plotkowała z przyjaciółką przy ciastku o ciuchach, facetach i Chodakowskiej….