Jakiś czas temu, w zasadzie zupełnie przypadkiem osiągnęłam formę, której sama się nie spodziewałam. Oczywiście mówię to dopiero z perspektywy czasu, gdy teraz oglądam swoje zdjęcia sprzed kilku miesięcy. Wtedy tego nie dostrzegałam i wydawało mi się, że w zasadzie wciąż mam jeszcze sporo fatu do wypalenia. Jak mogłam pozwolić sobie na kratę na brzuchu będąc zwolenniczką ZDROWIA, BALANSU, a nie perfekcyjnej formy?

 

Po pierwsze: ani przez chwilę nie miałam tego na celu

Po drugie: bardzo szybko zmieniłam ten stan

 

Wszystko zaczęło się gdy podjęłam jakże odważną i eksperymentalną decyzję: RZUCAM PODLICZANIE, LICZENIE I WAŻENIE. Naprawdę, robię to od lat, dzień w dzień. Mogę na oko ocenić ile waży orzeszek. Moja praca polega na układaniu diet dla Was, gdzie często podaję miary ,,na oko”. Mam wprawę w liczeniu makro i kalorii w głowie. Znam też swój organizm bardzo długo, praktycznie każdy mój dzień wygląda tak samo: poranny post, około 13 pierwszy posiłek białkowo-tłuszczowy, drugi posiłek białkowo węglowodanowy, trzeci posiłek białkowo tłuszczowy i czwarty posiłek białkowo węglowodanowy. Nie podżeram już cashew butter ani nie robię mojego słynnego ,,kochanie, podjem jednego nerkowca” (:D)

Zazwyczaj dzień wcześniej planowałam swoje posiłki. Ponieważ kiedy uprę się na jakieś zestawienie to następnie męczę je do znudzenia całymi miesiącami, często moje posiłki się powtarzają. Aktualna faza na buraki na przykład nadal trwa. Jeśli śledzicie moje insta story to może pamiętacie dzień, w którym opowiedziałam Wam, jak nagle wybiegłam z domu kupić buraki i prawie jadłam je w kolejce do kasy. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że buraków nie jadłam od lat i nie były moim ulubionym produktem. 

Ponieważ nie mam i nie będę miała w planach startów ani również robienia super formy/redukcji, chciałam spróbować bez liczenia. Więcej komfortu psychicznego. Duża dowolność w ciągu dnia. Większa spontaniczność. Nie chcę żeby to było źle odebrane: liczenie i planowanie NIGDY mnie nie stresowało i ja to nawet bardzo lubiłam. Chciałam jednak spróbować czegoś nowego.

Okazało się, że bez problemu przestawiłam się na taki system. Czy żyła długo i szczęśliwie? No niekoniecznie…

Fakt, że przestałam kontrolować dostarczaną codziennie ilość białka, tłuszczów i węglowodanów spowodował, ze bardzo często… po prostu nie dojadałam. Wcześniej wiedziałam, ze muszę gdzieś dodać orzechy czy olej kokosowy aby podbić kalorykę z tłuszczów. Teraz nie zaprzątałam sobie tym głowy i… zaczęłam chudnąć. Doszedł do tego stres, zaczęłam mieć dni kiedy nie miałam w ogóle apetytu i chęci na zdjedzenie czegokolwiek, moje dni stały się takie zabiegane, że nawet w weekendy nie miałam kiedy wyjść/zrelaksować się. Wiadomo czemu sprzyjają wolne dni i takie wyjścia – CHEATOM! Ponieważ u mnie tego nie było, nie miałam nawet kiedy podjeść sobie czegoś więcej, praca, nauka i obowiązki były wtedy priorytetowe.

Doszłam do momentu, w którym totalnie nie zaprzątając sobie tym głowy, zeszłam do poziomu tkanki tłuszczowej, który w jakimś ułamku był już dla mnie za niski. Ani przez chwilę nie mogłam powiedzieć, że byłam redukcji ani że bywałam głodna.

Jakie sygnały może wysyłać nasz organizm:

– brak regularnego cyklu: zarówno u mnie jak i u wielu kobiet jest to sygnał, że hej: potrzeba więcej tkanki tłuszczowej aby móc produkować hormony płciowe

– obsesja na punckie swojego ciała i formy: nagle zaczęłam się tym przejmować, co w ostatnich miesiącach nigdy nie miało u mnie miejsca, nawet mając duuuużo więcej kilogramów na sobie

– częste humorki, zmiany nastrojów i stany depresyjne: których nie mogłam zidentyfikować i sobie z nimi poradzić

– spadek siły na treningu, brak progresji w podstawowych zaplanowanych ćwiczeniach

– lekkie płaskodupie, którego nie rekompensowało mi nawet płaskobrzusze (płaskoklacie też było nieuniknione)

Jako osoba nauczona doświadczeniem, własnymi błędami i latami walki o swoje zdrowie zniszczone utrzymywaniem niskiego poziomu tkanki tłuszczowej przez bardzo długi okres czasu, postanowiłam – CZAS ZGRUBNĄĆ.

Skonsultowana z najważniejszymi osobami w moim życiu, z moją osobą prowadzącą, po rozważeniu za i przeciw padła decyzja: NIE WRACAM DO LICZENIA. Jakie więc znaleźliśmy rozwiązanie?

Częściej podjadać i grzeszyć 🙂

Nie powiem żeby nie były to zalecenia po których byłam niezadowolna 😉  Chyba każdy chciałby usłyszeć w zaleceniach podjadanie czekolady, lodów i ciastków. Oczywiście ze względu na moją świadomość wpływu takiej diety na nasz organizm czy chociażby na moje samopoczucie, takie zagrania każdego dnia absolutnie nie wchodziły w grę. Odstępstwa zaczęły się u mnie pojawiać jednak 1-2 x w tygodniu jeśli były większe (impreza, wesele, urodziny, wyjazd na wakacje) lub czasem 3 x w tygodniu jeśli było to coś niewielkiego.

Jak by to powiedzieć… na efekty nie musiałam długo czekać 😀 W ciągu miesiąca wróciłam do pełniejszych kształtów, lepszego samopoczucia, nastąpiła momentalna poprawa mojego zdrowia a stan mojego brzucha nagle zupełnie przestał mnie interesować. Co więcej – poprawił się też mój apetyt. Niesamowita jest też zmiana w patrzeniu na świat – postrzeganie wszystkiego zmieniło się u mnie na dużo bardziej pozytywne niż w okresie, kiedy schudłam za mocno. Dupka znowu wypełniła legginsy i stanik nie świeci pustkami. Wszyscy jesteśmy zadowoleni.

Czy to doświadczenie było mi potrzebne – tak! Jak wszystko w życiu. A więc.. czy warto NIE LICZYĆ I NIE WAŻYĆ? Warto tylko wtedy, gdy masz szeroką świadomość w zakresie zarówno przejadania jak i niedojadania.

Kiedy zatem warto poddać się kontroli?

– gdy zaczynasz przygodę z dietą, jesteś zielony i nie potrafisz jeść odpowiednich ilości, nawet jedząc ,,zdrowo”

– gdy zmagasz się z zaburzeniami hormonalnymi np. wtórnym brakiem miesiączki, gdzie do przywrócenia normalnych funkcji organizmu konieczne jest spożycie ok. 40 kcal/kg m.c. jako ilość niezbędna

– jeśli jesteś wyczynowym sportowcem i jakość Twoich treningów jest ścisle zależna od ilości energii, którą sobie dostarczysz

Uważam jednak, ze nadmierna kontrola również nie jest dobra. Rozumiem przez to odbieranie jednego makaronu z miski, bo wyszło 41 g zamiast 40 g. Odważanie plastra ogórka aby zjeść idealnie 2000 kcal a nie 2001 kcal. Czy też rezygnację z wyjścia na kolację z ukochanym, wyjścia ze znajomymi, bo nie masz możliwości przeliczenia dokładnego makro swojego posiłku…

Potrzeba kontroli pojawia się często przy zaburzeniach odżywania takich jak chociażby anoreksja. Brak autonomii w okresie dorastania i poczucie, że o niczym nie można decydować (uczucie towarzyszące często nastolatkom, którzy chcieliby już zachowywać się jak dorośli), zakazy i oczekiwania ze strony rodziców powodują, że jedyną formą przejecia kontroli, jest kontrola zjadanych pokarmów i kalorii – coś, o czym dana osoba może decydować sama i nad czym ma władzę. Niestety po czasie władzę przejmuje choroba, którą potem nawet latami bardzo ciężko wyrzucić ze swojej głowy.

Podsumowując – ZGRUBŁAM! Powinnam się wstydzić jako dietetyk, trener? Nie. Musiałam ,,zgrubnąć” aby być zdrową, silną i szczęśliwą. Wiem, że mogłabym też zgrubnąć jeszcze trochę. Wolę to sto razy bardziej od idealnego sześciopaka wraz z całym pakietem tak zgubnych i nieprzyjemnych konsekwencji…

 

 

Może Ciebie jeszcze zainteresować:

11 nawyków, którymi warto zacząć udany dzień

Nie wiem jak Wy, ale ja mam swoje rytuały, przyzwyczajenia i nawyki, które są dla mnie podstawą niemal każdego dnia….

Gospodarka hormonalna w świetle diety i treningów

TRENUJĘ, TRZYMAM DIETĘ, A MIMO TO NIE WIDZĘ EFEKTÓW… CO JEST ZE MNĄ NIE TAK?! Ile można ucinać kalorie i…

Hip dips – czy możesz zmienić wygląd swoich pośladków i bioder?

Hip dips czyli nowy kompleks w świecie kobiet… Zacznijmy od tego, że jeszcze jakiś czas temu, ,,modne” było tight gaps…