Idą Święta, idą kilogramy?! Na wszystkich Facebookowych stronach sportowych (i nie tylko) zaczyna się prawdziwy wysyp porad i artykułów.. JAK PRZETRWAĆ? 

Pamiętam, że sama byłam taką osobą, która w okresie przedświątecznym napotykała co chwilę podobne posty. Napotykam je nagminnie już od listopada.

Czytałam.. Czytałam i nabierałam co raz większego przerażenia. 
PRZETRWAĆ ŚWIĘTA. Kojarzy się z czymś nieprzyjemnym, z walką, z przymusem, ograniczeniami, stresem, wojną zakończoną sukcesem lub porażką. 

Święta zostały sprowadzone do punktu ,,przeżyć – przetrwać – z jak najmniejszą szkodą” Dlaczego? Bo jedzenie.. Im bardziej jest demonizowane tym bardziej się człowiek nakręca. W efekcie zamiast radości ze strojenia choinki, pakowania prezentów, szykowania ozdób i śpiewania kolęd pojawia się obawa: ile przytyję? Czy wejdę w te spodnie po świętach? Czy zniweczę efekty swojej ciężkiej pracy? Czy babcia doda do tego cukier? Czy jak pojadę odwiedzić rodzinę i zasiądziemy do stołu będę musiał coś jeść? Co z treningami? Dlaczego zamykają siłownię?!

Bądźmy szczerzy – 90% z nas, czasem nieświadomie ma już gdzieś w głowie tę myśl o suto zastawionym stole, pysznościach i nabranych kilogramach. 

Jeszcze inni intensywnie redukują przed świętami. Podobno, gdy nawet trochę przytyją w święta, to ostatecznie i tak wyjdzie na zero  😀 

Ja wyszłam z nieco innego założenia i na święta intensywnie masuję – mam nadzieję, że mój organizm w ogóle się nie zorientuje co się dzieje i nie będzie zdziwiony, że dostaje coś extra extra a nawet więcej niż extra  😀 

Widzę, że sporo osób zaczyna już przygotowania ciast bez cukru, bezglutenowych potraw, paleo słodkości i dietetycznych sałatek. Wiem, że dla niektórych to jedyne wyjście ze sytuacji, bo zjedzenie czegoś niewskazanego spowodowałoby tydzień odchorowania tej przyjemności lub zaprzepaszczenie tygodni lub miesięcy restrykcyjnej dietoterapii. 

W zeszłym roku stworzyłam prawdziwą fit-mass-choinkę:D

Część jednak nie jest aż pod takim reżimem. Chcę jedynie napisać, że jeśli w miarę zdrówko wam dopisuje, a zjedzenie kawałka sernika nie grozi Wam wizytą na pogotowiu – nie czujcie się gorsi jeśli nie zrobicie sobie paleo wigilii i nie upieczecie trzech ciast bez tłuszczu, cukru, laktozy i glutenu. 

Święta to dla mnie zawsze czas roztrenowania, za który trudno mi się wziąć z własnej nieprzymuszonej woli, gdy ciągnie mnie na siłownię, aby odreagować negatywne emocje. Odpoczywam od ciężarów, regeneruje się układ nerwowy, mięśniowy.. Mogę wrócić z nową dawką mocy. Oczywiście można też trenować przez cały rok, nie robić odpoczynku – niestety często jest to kiepskie w skutkach. 

Mimo tego, że nie spędzę świąt z pojemnikiem, nie będę robić HIITów żeby nakręcić metabolizm (chociaż w sumie..  :p) i na pewno będę trochę bardziej okrągłym człowiekiem niż jestem teraz.. To mimo wszystko.. 

Mam to w dupie.  🙂

Do pewnych wniosków trzeba dojrzeć, a mimo tego że zajmuję się sportami sylwetkowymi z pełną świadomością mówię – wygląd to nie wszystko. 

Dla jednych przyjemnością będzie zrobienie świątecznego treningu, dla innych zrobienie fit-pierników, dla innych po prostu spacer zamiast siłowni, a jeszcze inni będą potrzebowali po prostu leżenia do góry brzuchem (tak, nie jest to nic złego, zwłaszcza gdy ciągle się zajeżdżamy!) 

 

Poza tym – ciągle mówimy o osobach, które boją się dodatkowych kilogramów, a zapomina się o tych, którzy nie mogą, a chcą przytyć! Dla nich jedzenie do sytości, jedzenie często, ale jedzenie bardziej energetycznych potraw będzie jak najbardziej pozytywne.

Zróbmy więc tak, żeby święta dla każdego były przede wszystkim przyjemne, bo w końcu są tylko raz w roku:)

 

 

Za co ja kocham święta? I dlaczego w tym roku dostałam na ich punkcie totalnej obsesji?

1.Za moją pierwszą ,,własną” choinkę. Nie w domu rodzinnym, a moim własnym kącie. Za wybieranie pierwszych ,,własnych” bombek, lampek, za strojenie jej przy dźwiękach kolęd. Za to, że mogę wszędzie w domu poustawiać szopki, jemioły, lampki, śnieżynki, gwiazdki i wcale nie wygląda to tandetnie.

2.Za to, że moja pierwsza w dorosłym życiu choinka gdy wróciłam wieczorem do domu to leżała na ziemi. A wraz z nią całe wiadro wody. Za to, że wybrzuszone panele w sypialni będą dla mnie zawsze symbolem Bożego Narodzenia 2017.

 

3.Za kiczowate swetry z reniferami, choinkami. Mój nowy nabytek w tym roku to renifer z pomponem, lekko oversize’owy (wzięłam większy, bo ostatnio mam fazę na tego typu sweterki)

 

W zeszłym roku renifer wtapiał się w jasne barwy.

Co będzie w przyszłym roku? ;>

 

 4.Za galerie pełne tłumów rozgorączkowanych ludzi – choć stojąc 20 min do kasy i będąc popychaną na każdym kroku nie jest zbyt wesoło, to ostatecznie – wszyscy Ci ludzie są tam PO COŚ 🙂 Aby obdarować swoich bliskich, kupić prezenty, sprawić komuś radość. To piękne i urocze, że tak się staramy i poświęcamy aby zapakować podarunki dla osób, które kochamy.

LOL, żartuję: oczywiście prezenty przynosi św. Mikołaj

 5.Za duży wybór pięknej czerwonej bielizny w sklepach

 

6.Za jarmarki świąteczne! Nasza tradycja? Wypad na jarmark gdzieś dalej. Rok temu – Berlin. W tym roku – Poczdam.

 

Jeśli miałabym Wam polecić, to  bez wahania polecam Berlin. Jarmarków jest mnóstwo, jest lepsza atmosfera bo są zamknięte, jest piękna muzyka, piękne oświetlenie i dużo pysznych smakołyków. Oczwiście trzeba wybrać się już po zmroku – inaczej jarmarki nie mają uroku.

 7.Za grzane wino, które w grudniu jest absolutnie stałym elementem każdego planu żywienia!

 

 

8.Za kolędy i ,,Last Christmas”, które lecą w radiu, sklepie i choć niby masz ich dosyć: wracasz do domu i tak odpalasz świąteczne piosenki krzątając się w blasku choinki.

 

 9.Za zapach wypieków i pierników, który jest jedyny i niepowtarzalny: tylko raz w roku.

 

 

10.Za lampki na witrynach, drzewach i za przepiękne choinki – blask jaki dają potrafi ogrzać dosłownie od środka.

Najpiękniejsze miejsce, w które zabrał mnie Koci Kot:

 11.Za Kevina! W łóżku, z gorącą czekoladą, piankami i krówkami: to również jedna z naszych świątecznych ,,tradycji”. To nasze małe święto, nasz dzień, kiedy po prostu nic się nie liczy, zaszywamy się pod kocem ze świątecznymi filmami, w świątecznych skarpetach i swetrach, pijemy gorącą czekoladę i jemy słodycze. I takie tam, wiecie różne. Jest to absolutnie piękne w swojej prostocie i uwielbiam ten dzień.

 

 12. Za pakowanie prezentów – jestem manualnym beztalenciem, ale kocham pakować, wiązać, opisywać, ozdabiać. Uwielbiam w sklepach wybierać najładniejszy papier, pudełka, wstążki. Co prawda wszystko, co potem zrobię wygląda jak paczka poczty polskiej po przejściach, ale… sto razy bardziej wolę dawac niż dostawać i pakowanie tego wszystkiego sprawia mi mnóstwo, mnóstwo radości.

 

 

13.Za świąteczne paznokcie! Choć na co dzień wolę delikatne pastele i ostatnio nie szaleję ze wzorami, to ten raz w roku jest czas na absolutne szaleństwo, na brak hamulców, pełną dowolność i pewność, że cokolwiek nie zrobisz – i tak wszystko będzie trafione.

 14.Za oczekiwanie! Które jest takie eksytujące… Na pierwszą gwiazdkę, ukochane ciasto i odpakowanie prezentów…

 

15.Za świąteczne rozmowy przy stole…

A Wy? Za co kochacie Święta? Czy może wręcz przeciwnie – drażni Was Bożonarodzeniowa gorączka? Macie jakieś swoje tradycje? 🙂 I jak podchodzicie do diety – cieszycie się chwilą czy jednak z tyłu głowy macie jakiś głoś wyrzutów sumienia?

Dajcie znać na Facebooku 🙂  – klik

Bądźcie też na bieżąco i koniecznie polubcie stronę 🙂

Buziaki!

Może Ciebie jeszcze zainteresować:

Low carb vs. high carb – na czym lepiej redukować?

Dietetyka jest o tyle specyficzną dziedziną, że nie tylko dietetyków mamy wszędzie, a już najwięcej ekspertów siedzi podczas rodzinnych spotkań…

TRENING NA CZCZO SPALA MNIEJ KALORII?!

Czy cardio na czczo faktycznie pozwoli spalić więcej tkanki tłuszczowej? Tytuł artykułu celowo jest nieco wyolbrzymiony ale to tylko mały…

Czy możesz jeść GLUTEN?

GLUTEN – stał się hasłem na tyle kontrowersyjnym, budzącym dyskusje, wojny internetowe, że zabranie głosu w tej sprawie jest niezwykłym aktem…